Wcześniej anonsowaliśmy narodziny Franka u Ani i Michała "Czołgów", a teraz przedstawiamy dowód :DJeszcze raz gratulacje, najlepszego!
Wcześniej anonsowaliśmy narodziny Franka u Ani i Michała "Czołgów", a teraz przedstawiamy dowód :D
Po wyjeździe Babci Eli nastało normalne brutalne życie: rodzice do pracy, dzieci do żłobka i przedszkola. Zero czasu na androny (choć ten post temu wyraźnie przeczy), mało czasu na spanie, jedzenie, porządkowanie.
Dziewczyny rosną. Martusia zaczyna konkretniej mówić, każdego dnia próbując co najmniej kilku nowych słów. Marinka jutro ma pasowanie na przedszkolaka, śpiewa piosenki i mówi wierszyki.
Te sielskie zdjęcia są na prawdę złudne, choć w weekend rzeczywiście udało się uciec do Nieborowa
Nasze kochane Czołgi - Ania i Michał właśnie urodziły synka Franka!!! Mamy nadzieję wkleić wkrótce tu ich szczęśliwe mordki
Piękna pogoda, dobre nastroje i plecak pełen jedzonka no i Ciocia Karolina, którą dziewczynki uwielbiają.
W środku siedzą: Jaś, Jagódka i Julianka (dzieci Zosi i Janka) no i nasze córeczki po bokach :) Dzieci świetnie się razem bawiły. Mamy nadzieje na następne spotkanie wkrótce!

W Brzeźnie
No i krótki filmik na osłodę dla zapracowanego Tatusia :)
Ano ilość postów spada, ilość wchodzących na bloga także, a to dlatego, że wielu z Was już coraz częściej osobiście spotykamy i zamierzony prestekst założenia bloga słabnie.
No, to orzeł wylądował. Na wszystkie łapy, a nawet i na łeb na szyję.

I w Gdańsku i w Toruniu wnuczki i ich rodzice wypróbowują granice cierpliwości Dziadków - dziękujemy za wyrozumiałość i gościnę!
Apoteoza kiczu, czyli byliśmy w wesołym miasteczku. To działa - dzieciasy aż piszczały z uciechy
No, a teraz kłusik - jazda w Polskę!
Last, but not least. We would like to thank all our friends for the great time we had in Talybont. We did experienced extremely warm welcome, fantastic stay and emotional farewell.
Babcia Ela zabrała nasze gwiazdy do Gdańska. O dziwo, nie marudziły, były grzeczne w samolocie i na miejscu. Trzymamy kciuki i gratulujemy Dziadkom odwagi!
Parę ostatnich fotek
Pożegnanie z kominkiem
i sentymantalny widoczek z Black Mountain
Zaczynamy odliczanie. Dziewczyki lecą z Babcią Elą do Gdańska już 31go marca. Zaraz potem pakujemy graty i wysyłamy transportem do Polszy. W okolicach 6 kwietnia pożegnamy się z Walią i zamkniemy nasz brytyjski rozdzialik, żeby zderzyć się z polską rzeczywistością.
Jedno z naszych dwóch światełek w tunelu (drugie znów przespało zdjęcie)
Już zaczynają się pożegnania. Odwiedzili nas po raz ostatni tutaj, Anneli i Michael (rodem z Tasmanii zresztą), starzy przyjaciele jeszcze z czasów pracy w RSPB, z Wiltshire. Thanks for visiting us the very last time on the British soil. And we can't wait to see you in Poland some time. All the best!
Na pewno za Walią zatęsknimy. Dobry to był czas, dobre doświadczenie.


Rzuciły się do grabi, jakby dotarło do nich, że marne szanse na ogródek w nowym miejscu
No tak, wesoło im, bo to nie one będą stały w kolejce dniem i nocą do zapisania Martusi do żłobka... Warszawa, Panie! - oczywiście jeśli najpierw uda się nam zapisać do komitetu kolejkowego (więcej tutaj).
a w Polszcze ponoć mrozy i śniegi...
Jak widać dużo zdjęć nie robiliśmy, a dzieciaki szalały. Naprawdę fajne zoo, wszystko przedstawione z głową, ciekawie, niemal na dotyk i bez smutnych zwierzaków za wielkimi kratami. Popularne miejsce, jakby cały Bristol postanowił spędzić słoneczną sobotę tam na pikniku.
Na wyraźne i ponawiane życzenie próbnie odblokowujemy moderowanie komentarzy. Dlatego teraz łatwiej jest dodawać komentarze pod postami, niż dotąd :) Jednak w przypadku ewentualnej uciążliwości ze strony spamerów, wrócimy do moderowania.
Pobliskie Llangorse wczoraj
Gorączka spada, zęby już prawie wyszły, marudy zdaje się, że przestają marudzić, drogi odśnieżane i chyba nawet do pracy trzeba będzie pójść ;) Wszystko wraca do normy
Trochę więcej wolnego czasu pozwoliło na wrzucenie zdjęć ze Snowdonii, z niedawnego wyjazdu Micha na północ Walii - zapraszamy zatem na nietylkoptaki.blogspot.com
Rotawirus, zbijanie gorączki, łapanie wymiocin, określanie konsystencji kupona, dopajanie dzieciaków i ząbkowanie (obie dolne 3.ki u Martusi) - to obecnie tematy na topie. I tylko te w zasadzie od paru dni.

Bez tych naszych Babć, byłoby naprawdę krucho. Babcia Helena pożegna nas zdaje się w połowie lutego, więc teraz liczymy na przyjazd Babci Eli... :)
No, czy tak nie może być częściej? Trzy zimy w Brytfanii spędziliśmy, ale dopiero teraz wygląda naprawdę jak zimową porą. Ogródek nie do poznania i nawet bałwana dało się przed wejściem do domu postawić. Oczywiście tutaj taka zima to stan wyjątkowy, 12cm śniegu i od 18tu lat takiej zimy nie było. Dobra nasza. Szkoły pozamykali a i niejeden dorosły do pracy dojechać nie mógł (w leśnictwie wszyscy :). Brecon, najbliższe miasto, odcięty - drogi pozamykane. Ludziska siedzą w domach i nosami szyby wycierają. No i w końcu od długiego czasu gadają o czymś innym niż o głębokiej recesji.
Przebinice kwitną w ogródku. Połowa stycznia, a śniegu dotąd nie widziały.
Babcia Helena jest niezawodna i niezmordowana w obspacerowywaniu wnuczek
Na Nowy Rok mgły, mrozy, szadź w górach. Głównie siedzimy w domu katarząc przy kominku, dobrej strawie, Baileysie i rozmowach. Bardzo przyjemny czas, choć na zewnątrz nos wystawiają tylko solidnie zakutani twardziele. Delektujemy się tym wolnym i odpoczynkiem, bo od poniedziałku Joa i Mich do roboty, a już w środę Dziadek Feliks pomyka do Polski.
Słowo daję, Martusia nie do poznania - cud dziecko, aktywny radostek i optymicha na całego! Już byśmy jej tak łatwo nie oddali.
Aby nie rozsyłać zbyt dużo powielających się zdjeć i tekstu przez mejle, czy YM, postanowiliśmy podzielić się nimi otwarcie na niniejszym blogu, adresowanym do naszych Rodzin i Znajomych. Cieszymy się każdym Waszym odzewem, dziekujemy za mejle i ew. komentarze. Wszystkie fotografie są naszego autorstwa, chyba że podpis mówi inaczej. Klikając na zdjęcia, można je obejrzeć w WIĘKSZYM FORMACIE i wyraźniej. Zapraszamy serdecznie, Joasia z Marianną, Martusią i Michał